Wyrzuć to!

“A niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają.” Chyba każdy zna ten cytat. Nie darmo autor tych słów, Mikołaj Rej, jako pierwszy w swoich czasach pisał wyłącznie w ojczystym języku, a nie we wszechobecnej łacinie. Jednak czy my tak samo dbamy o czystość naszego języka?
Wszyscy wiemy, że uwarunkowania historyczne, zabory, najazdy, wojny czy nawet wędrówki ludów przyczyniły się do wzbogacenia naszego języka o nowe słowa. Często łatwo poznać, w jakim rejonie kraju mieszka nasz rozmówca gdyż używa on charakterystycznych nazw występujących na danym terenie. Najbardziej znany przykład to ziemniaki nazywane też kartoflami lub pyrami. Jeden stolarz swoje narzędzie nazwie strugiem inny powie o nim hebel. Działkę można podlać wężem ogrodowym lub szlauchem. Obecnie również obserwujemy wkradanie się obcych wyrazów do naszej mowy. Niestety nie są to pojedyncze wypadki i dodatkowo nie tylko nazywają nowe rzeczy czy sytuacje ale wręcz wypierają polskie odpowiedniki. Najbardziej znany przykład to mowa korporacyjna, najeżona angielskimi wyrazami. Wprawdzie można to usprawiedliwić globalnym zasięgiem korporacji, ale już w przypadku młodych osób wplatających do rozmowy angielskie słówka już takiego usprawiedliwienia nie ma. Boxy zamiast zestawu lub pudełka, deadline zamiast termin ostateczny czy office w miejsce stanowiska biurowego.
Dbajmy o nasz język, nie zaśmiecajmy go niepotrzebnymi obcymi wyrazami wszak mamy swoje piękne polskie wyrazy.